Łukasz! Kup mi skejta na Allegro.pl!

U Joasi butelka carmener i hinduskie papierosy. Mała Tsering śmieje się ze zdjęć i jest przyjemnie do 23, bo póżniej już powrót do domu i pamięć, że się wcześniej w „Głosnej Samotności” ględziło publicznie o Wagnerze, przynosi jakiś wstyd pomieszany z rozbawieniem. No i do tego ten rozklapany lewy but. Żeby zupełnie nie oszaleć, poszedłem na chwilę do Dragona, ale tam nic, żadnego cholernego Amfortasa, któremu można by wyleczyć rany. Pijany Joe oparty o blat, Nathan, który bełkocze jak dziecko i stara się podśpiewywać, co jest o tyle przykre, że głos ma jakiś skrzekliwy i żabi i generalnie to głos ten stanowi jawna obrazę Pana PrezdĘta ERPE, bo tak do niego podobny. Poza tym horda Wizygotów, przekonana, że trafiła do jakiejś wioski w Kongo (szybko wyprowadzona z błędu paroma kopniakami pana z ochrony) i szybkie samotne piwo brzy barze, z nieodłącznym strzyżeniem uszami i zerknięciami, tak jakbym nie mógł wlepić gał w jeden punkt i spokojnie siorbać. Kiedy wróciłem do domu Wielki Mufti już spał. Usiadłem do kompika, poczytałem poranne wypociny z „Pulverkopfa” i odesłałem na łono Abrahama 6 stron (słownie sześć). W chwilę później nasze dobre bóstwo Gmail, plunęło ostatnia korektą do „Drobnych”, które ukażą się za miesiąc.
I tak siedziałem prawie do czwartej, kiedy mi przyszło na myśl, że muszę mieć przynajmniej dwa, trzy tysiące na nowe ubranka dla Łukiego i siebie i, że trzeba to jakoś wyrwać z rzeczywistości. Rozmarzyłem się oglądając na cam4, wygibasy i seksik Filipa z Toronto. Napisałem mu, że jest przepiękny, a on w tym samym momencie, najzwyczajniej w świecie, strzelił całą swoja quebecką spermą na klatę. Po czym uśmiechnięty wymieniał przez godzinę uwagi na temat Europy. Powiedziałem mu, że z takim sprzętem pobożnym niech natychmiast przybywa. Pół miasta omdleje na jego widok. Pogadaliśmy też o związkach, karmie, życiu pośmiertnym, ufo i yeti, po czym poszedłem spać.
Mieliśmy z Szymonem robić film i przez cały sen pamiętałem o tym aż nadto, łaziłem po cmentarzach, po ośrodkach badawczych i każdego nagrobka z lastryko pytałem „czytałeś?”. Żadnych odpowiedzi.

Rano prysznic. Minutowa modlitwa do rozerwanego buta, żeby się nie rozerwał jeszcze bardziej i do „Głośnej”. W drodze żal, że już ta cholerna jesień, bo nie widać chłopaków w krótkich spodniach a co to za życie bez nich, bez ślinienia się na widok łydek ud i stóp. Groza a nie życie. I we łbie zamiast mantr dudniąca „Miłosna Śmierć Izoldy” Wagnera, zupełnie bez związku z chlapą i pluchą.

No to skupiłem się na Paderewskiego, raz ze względu na but, który jednak niebezpiecznie zakłapał, dwa ze względu na te pieniążki co mają upaść mi pod nogi z ożywczo ołowianego nieba, trzy, bo przecież mąż mężem ale jakieś piękno do zachwycania się i spazmów jest potrzebne. I tak mantruję, zerkam, stąpam ostrożnie, przemykam między babciami i ich parasolkami, między pryszczatymi licealistami i docieram do „Głośnej”. Zdechły i schorowany Tomek przy stoliku, obok niego Szymona. Cześć, cześć. Od tych mantr, czuję się jakiś lżejszy i nawet od tego obsesyjnego motywu w głowie, no przynajmniej z pięć kilo mniej. Biorę kawę, wyciągam hinduskie fajki, te od Joasi i wtedy jak w filmie, stop klatka a do naszego stolika zmierza chłopak (CHŁOPAK).

Zerka na mnie podejrzliwie, ja na niego też. Wita się z Tomkiem, z Szymonem w końcu ze mną. Ładny, w moim typie, który poza mną się nikomu nie podoba. Delikatny, wymokły, z głębin i czeluści, typ podprawiony depresją jak sos zasmażką. Wąskie dłonie, delikatne ruchy i lekka prawie niezauważalna ociężałość. No i proszę. Tak chciałem się kimś pozachwycać no to mam. Gadamy, kawunia, chiny (bo on w chinach był, a Szymon w Mongolii), on karate, ja literatura, Tomek wniosek do Instytutu Książki, nagrobek z lastryko. I on się ociąga i my z Szymonem. I po chwili dowiaduję się, że ON, będzie miał wieczór autorski, ja zaciągam się hinduskim papierosem, który tym się odróżnia od naszych, że tytoń zawinięty jest w liść a nie w papier. W końcu on wychodzi i my wychodzimy.

To teraz, myślę sobie, skoro już jedno spełnione, to rozglądam się za tymi pieniędzmi. Gdzie to niby leżycie kochane, w której bramie – pomrukuję. Ale nic. Wchodzimy do zakładu Pogrzebowego, a pani nam mówi, że ona jest niefotogeniczna i nie kręćcie. No przecież mi chodzi o trumny a nie o panią. A trumny, trumny jak najbardziej są fotogeniczne. No więc, kręcimy trumny, ja czytam, ludzie wchodzą, żeby pogrzeby załatwić, a tu nagle pojawią się w garniturze czarnym, wysoki barczysty ON. No drugi raz? Czyli, że pieniążka nie będzie. W senniku napisali: dwu facetów ślicznych spotkanych, znak, że pieniężna dupa. Trochę się zmartwiłem. A Śliczność podchodzi i w najlepsze zaczyna tokować o trumnach. Ta, najwyżej zawieszona, to pierwsza zaprojektowana przez szefa. Zrobiona, jak barokowe trumny. Patrzę i chociaż groza mnie przenika, na myśl o tym co się w nich będzie działo, kiedy ich użyją, to muszę stwierdzić, że rzeczywiście śliczna. Kręcimy, gadamy, wychodzimy, wracamy do „Głośnej”. Teraz to trzeba filmik zmontować. Więc idziemy na druga stronę ulicy. Montujemy. I tak gdam to z Szymonem, to z tym od kawki rano i mysle sobie, kogo on mi przypomina, skąd ja znam te ruchy, te miłość do Witkacego i Schulza, co mi to przypomina?
I już wiem, po paru minutach. To sobowtór Pitera. No dobrze. Prysło. Schodzę więc na dół i mysle sobie, że zaczynam od początku. Gdzie są te pieniążki. Przecież zaklinam rzeczywistość. Idę. Tuptam, podfruwam nieomal i nagle:
są.

Całe pięć złotych.

11 odpowiedzi na „Łukasz! Kup mi skejta na Allegro.pl!

  1. belledejour69 pisze:

    fo pa, z tym ostatnim zdjęciem, nie wszystko co ma włosy na twarzy jeździ na deskorolce.
    a co do buta, to pomyśl misiu, że masz już przebranie na halloween, jak się patrzy. zrób tylko parę dziurek w prześcieradle ;)

  2. Brooke pisze:

    Skoro już każdy o coś prosi Łukasz, to ja też poproszę,Łukasz, kup mi ogródek zen i drzewko bonsai:) O!

  3. th pisze:

    widze ze ci sie wlaczyla przypadlosc zwana ruchawica. a propo. co to za towar na 3 zdjeciu od gory. zamawiam jakby co..
    a propo fot. zobacz juak bruce gilden robi foty. ten jest dopiero bezczelny.
    http://uk.youtube.com/watch?v=kkIWW6vwrvM

  4. marek pisze:

    Ogródek zen… się rozmarzyłem, przepraszam.
    A te dwie panie na ostatnim zdjęciu , to w drodze do Zakładu Pogrzebowego, zaznają wywczasu? ))))))))

  5. Brooke pisze:

    rozmarzyłeś się? to teraz, proszę, rozwiń się:D

  6. marek pisze:

    Kiedyś widziałem całkiem duży ogród zen, przy jakiejś światyni . Do dziś nie wiem jak to się ma do praktyki, ale wyglądało niesamowicie. Mnie zostaje poduszka.
    Szkoda,że tak długo przyjdzie czekać na “Drobne”.Ale i tak się cieszę. Grzebalski ładnie wydaje książki, nawet wznowienie “Dolnej Wildy” wygląda lepiej niż oryginał.
    W sumie będzie małe święto.

  7. khorlodemczog pisze:

    Tomek ten na trzecim zdjęciu jakby co jest zajęty:)) Co do ruchawicy… przyganiał kocioł garnkowi:P

  8. Brooke pisze:

    a tam ruchawica, wystarczy o tym nie myśleć i basta, albo obrzydzić sobie raz na zawsze faceta i problem z głowy:) Zajęty? To co, ja wolę chyba piąte zdjęcie, naturalne, bez wyginania i machania girkami. ot co.

    Jak ma się ogródek do praktyki? Się tam mazy robi:D

  9. kretowisko pisze:

    czyli, ze “drobne” juz za miesiac, fajnie!

  10. Brooke pisze:

    wszyscy się tutaj rozdrabniają?:P

  11. prorok żółcieni pisze:

    No ale Izolda pięknie umiera. Wszystkie te pochody dominant bez prymy z małą noną to majstersztyk, więc melodia jak na jesienną porę, to idealna. No i miły Jay Brannan- on też ładnie śpiewa, ale mniej skomplikowanie, i chyba nie lansuje się z Wagnerem.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.