Zderzają się dwa samochody, a facet w Piccolo spokojnie zjada swoją porcję (koniecznie z groszkiem proszę pani). Z jednej strony ulicy na druga przebiegają dzieciaki. Wrzaski i śmiechy, chociaż jest już 18 i mnie się wydaje, że potwory powinny być w łóżeczkach i raczyć się opowieściami o królewnach bez głowy, o rycerzach, którym oberwało jaja – i koniecznie – o królu impotencie, któremu fiuta postawi dopiero włócznia św Maurycego wbita prosto w wątrobę. I niech jedzą dużo ryb i na koszulkach niech noszą takie fajne rybki, którymi to rybkami niektórzy kierowcy ozdabiają samochody, ale niechże to będą nadgryzione rybki, albo rybki kopulujące z innymi rybkami, albo rybki do góry brzuszkiem z wykaligrafowanym gotykiem napisem JEBBUS.
Bo te z innym napisem, jakoś nie chronią, samochodów przed stłuczkami. Niby nic wielkiego, stoję przy sklepie akwarystycznym, czekam aż W. kupi żwirek do srania dla swoich fretek. Co mają fretki z akwarium? To oczywiste, należałoby je potopić, ale to moje prywatne zdanie. I tak między dzieciakami, stłuczką, żwirkiem, terkocze telefon ( walc minutowy Chopina) i mama głosem mojej
mamy, mówi mi, że coś się stało z jego ośrodkiem Brocka. Czyli, że nie mówi. No to ładnie. Od zawsze był mrukliwy, a teraz już nic nie będzie mówił. No więc patrzę na dzieciaki, faceta i słucham mamy. Jest tak samo zdystansowana jak ja. To już czwarty raz, a lekarze wieszczyli jego śmierć za pierwszym razem. Ale nie sadzę, żeby zdarzyło się to teraz. Chowam telefon do kieszonki i spokojnie robię zdjęcia. Myślę, że jeśli wieczorem telefonik zadrynda jeszcze raz, będzie to oznaczało, że się pomyliłem. W. wręcza mi torbę ze żwirkiem i wędrujemy do domu.
Telefon dzwoni dokładnie pod domem.
Ale to nie mama, to K. który mówi, że musimy się spotkać na kawę. Mówię, że spokojnie i przekręcam klucz.
Pan dozorca umył schody. Wszystko pachnie szarym mydłem. Wnoszę, żwirek, zostawiam go u W. Mówię Łukaszowi, że wrócę za dwie godzinki, jak tylko wysiorbię w Dragonie kawę, która będzie oczywiście piwem. Dzwonię, do K, żeby potwierdzić, że za dziesięć minut w Dragonie, ale nie odbiera. Idę spokojnym kaczym kroczkiem, słuchając Lali Puny. Słucham, idę i nagle orientuję się, że nie zawędrowałem na ulicę Zamkową, tylko na Strzelecką. I wtedy patrzę na sklep.
Sklep nazywa się Równość.
Jak ładnie, jak ładnie, mruczę, robię zdjęcia i wracam na Zamkową.
K siedzi przy kawie, która nazywa się piwo.
Aleks przy barze pyta mnie : co będziesz pił łazęgo.
Telefon zadzwonił dopiero następnego dnia rano.

A ja w Dragonie wypiłem kawę, co się kawa nazywa. Nawet niezła była, ale piwo też wypiłem. Ten gość obojętnie wciągający obiadek, zajęty tylko własną michą, to zdaje się polska norma.
Nie wiesz tego, ile taki żwirek dostarcza przyjemności. Że na ten przykład rano, budzi cię wąż pod prześcieradłem i rozpoczyna swoją krwiożerczą mantrę i szuka miękkiego miejsca, żeby je polizać rozdwojonym językiem, a potem ukąsić; albo chciałby cię zanieść za łydkę w najbezpieczniejsze miejsce w mieszkaniu i to jest takie słodkie, że musisz wstać do tego żwirku, do zwłok kurczaka i do wszystkich rzeczy, które spadły w nocy ze stołu.
załatwić fretce klimatyzowaną kuwetę
A co miał zrobić ten w Piccolo? Upleść z klusek nagrobek a z groszku ułożyć kwiatka? Też bym zjadła, a co!
Też miała taką wariację z telefonami – w jakąs sobotę przemieszczałam się z dwoma koleżankami z jednej knajpy do drugiej (już po dwóch ‘kawach’ zdaje się). Aleje, śmiech, samochody, turyści – tylko czekałyśmy aż ktoś specjalnie dla nas zatańczy salsę. A tu telefon. Matka jak to matka – mogła nie wiedzieć, że akurat jest zabawa. I mówi, ze ciotka w szpitalu kiepska. że śpi na misiu Mikołaja, ukochanym misiu bez którego on nigdy jeszcze nie zasnął. że własnoręcznie jej go przyniósł. I że właściwie to prawie kaplica. Ale ciotka też należy do jednostek nieśmiertelnych (zawał, gościec, bajpasy i jeszcze cholera wie co przez ostatnie 20 lat) to ucinam rozmowę i idę jeść prawdziwie włoską pizzę (no powiedzmy – w połowie włoską). Telefon zadzwonił znowu rano. I było jak należy – bez muzyki, ale za to na boso, z zapuchniętymi od spania oczami.
Facet z knajpy mógł zrobić wiele różnych rzeczy. Niestety micha była ważniejsza od świata zewnetrznego. Gdyby wybuchła nagle wojna on dalej, wciągałby kluchy, bo zapłacił, bo lubi , bo jego. Tu jest problem. W tym,że wszyscy konsumuja i resztę mają w dupie.
A sklep Równość też zagadka. Niby co tam sprzedają? Równość ? Jeden pasek franuskiej flagi?
A fretkom życzymy nie tylko klimatyzacji,ale i wyzwolenia.
Hapczeng
A ten Aleks, tak mnie teraz naszło, to chyba TEN Aleks od Jacka:D
Tak
a czy o tych fretkach, macie na myśli jakiś coming out?
tak też myślałem… no cóż…
komingałt? może ja się pokuszę, ale fretek nie lubię, są złośliwe i zawsze na wakacjach zjadają moje migdałowe mydła, a w nocy wplątują mi sie we włosy i zamiast spać, muszę z nimi walczyć…
Znaczy co mógł zrobić (facet od kluch)? Lecieć i się gapić? Brawo! Super pomysł. Bignijmy i gapmy się na rozjechane mózgi. Może jakaś szara komórka nam się udzieli? Myk, myk i zaaklimatyzuje się w naszym łbie jak swoja…. Kto wie
Zawsze mam ochotę wymordować gapiów. Wy nie?
mózgi też można zjeść
A kiedy wychodzi najnowszy Eduardo na rynku wydawniczym?
Nie, nie oczekuję gapiostwa, ale uwagi wobec swiata. Wiem,że czasem pomóc nie można, ale odrobina uwagi nie boli i nie szkodzi. Uwagi !
Co to jest uwaga? To umiejętność oderwania się ,choćby na chwilę, od swoich poglądów, przyzwyczajeń i poświęcenie tej chwili innym. W końcu to właśnie robi Autor tego blogu.
Pomysł Brooke’a boski.Wyobraźcie sobie wypadek. Mózg na jezdni. Zbiegają się różni tacy, w bluzach z ogryzioną rybką też,znaczy ze szkielecikiem rybki, wyjmują sprzęt, czyli łyżki i wpieprzają z asfaltu, póki jeszcze ciepłe.
Iza nie morduj nikogo, ćwicz empatię.
No właśnie, kiedy nowa książka????????????????????????
To by było troszkę jak Obiad żywych trupów ale w wydaniu polskim – czyli byłoby mniej krwawo ale w zamian bardziej patetycznie. I może martyrologię by się tam jeszcze upchnęło i kryzys ekonomiczny? co?
Moja empatia jest odpowiednich rozmiarów i siedzi w odpowiednim miejscu. Gdyby była większa moje życie i zdrowie byłoby zagrożone (zrobił by się z tego wrzód na dupie albo inny piernik).
Poza tym – jedzenie kluch nie wyklucza wrażliwości. Właściwie niczego nie wyklucza – poza głodem i chęcią na spagetti. Piccolo rulez!
No i jeszcze – skoro jedzenie mózgów nie wyklucza Waszej (niemalże naukowo dowiedzionej) wrażliwości to tym bardziej nie wyklucza jej niewinne spagetti
A tak poza wszystkim – smacznego
Brooke,a jaką modlitwa przed posilkiem? I komu za niego,znaczy za posiłek, podziękować?
Iza, również smacznego.
Modlitwa normalna, dzięki Ci Panie za dary, które spożywać będziemy i które nam tutaj rozpłaszczyłeś w wielkiej Swej dobroci. Mlask.
Heh, fajne