
No proszę, proszę. Zawędrował do pedalskiej knajpy. Ciemne oczka świdrują barmana. Po angielsku, proszę bardzo. Narysuj mi drogę do klubów gdzie są ludzie i można gadać. Ale chodzi o seks? Czujesz się samotny w hotelu? Nie. A ja siedzę stolik obok. Przecież nie powiem mu dziś jest Ha- Torach, idź się stary połóż, zamiast łazić po knajpach. Ale barman jest szybszy : on żyd, ty żyd i tamten żyd. Jeśli masz nazwisko Rubinstein albo Józefowicz. No to myślę sobie, cholerny cedrze z Libanu, daleko zawędrowałeś. Więc siada obok i już wiemy, że ma na imię Izzak.
Kupuje tu domy,starszy syn to Ilja, najmłodszy Elijahu a jego dziadek był Włochem. Za śmieszną cenę kupił pałacyk w Bukareszcie. Jego żona już nie jest taka piękna i on w Hajfie nie może tak sobie pójść do pedalskiej knajpy i wyrwać chłopca, który miałby piękne oczy. Sygnet na palcu, ale jakiś dziwny wzór. Jacek mnie szturcha, mówi: carewiczu patrz mosad jak nic. A mnie się zdaje, że to jakiś rupieć bardziej, sentymentalna pamiątka, coś jak odpustowa piosenka. A co można o Hajfie. Bardzo piękni ludzie. Dużo nowych budynków. Tylko Jerozolima jest stara. Ceny domów takie straszne, a przecież to pole minowe? Tu u was w Europie przedstawiają to źle. Ludzie są spokojni, to nie jest tak, że co dnia wysadzają jakiś autobus, nie jest tak. No i w nazwie to miasto ma jakiś haj. Mówi, że drzewka pomarańczowe i migdałowce i figi i morze i góry. Cholera, jak tam musi być pięknie. Oglo chce koniecznie postawić drinka barmanowi. No dobrze. Jesteśmy jak spółka. Ona ma pieniądze, których nie mam ja i tak dalej. No to już wiemy, że najmłodszy Elijahu, ma oczy po swojej matce, która je sobie wzięła od swojego syryjskiego tatusia. Taki genetyczny miszmasz. Na zdjęciu wygląda jak każde dziecko. On jest bardzo koszerny, śmieje się Izzak. A wy? Ja mówię, ze mnie taki żyd jak z koziej dupy trąba. Ale lubię teorie spiskowe i jakoś mi nie przeszkadza nic w knuciu światowego spisku. Piękny kraj, wzdycha, piękny i tak cudownie chłodno. A Dawid ma imię po pradziadku co mieszkał w Krakowie. Muszę się wzruszyć zdjęciem Dawida. Przystojny osiemnastolatek.
A ty chciałbyś dzieci? Dlaczego sobie nie zrobisz? Jak pipecie? Nie rozumie mnie. Wy tutaj tacy zamknięci na wszystko, musi być open, open. Mam tak samo jak ty, jaja moje a w nich, być może kilka milionów potencjalnych ludzików, ale na co to komu? No i idziemy do Dragona. Tam lepiej, ale o zgrozo puszczają muzykę z TzadikFestival i Izzaak rozpoznaje, a to Chanukija, a to adon olam i śpiewa.
Śpiewający żyd jest ok. Ale przy stoliku obok siedzi Karol i Karol patrzy na Izaaka. Masz piekne oczy mówi Izaak. A ja chciałbym postawić ci piwo. No i rozmawiają. Karol chyba lubi dzieciatych czterdziestolatków z Izraela, bo Icek pyta mnie o taksówkę. Dzwonię i mówię, proszę pani ważny gość, ja pani w sekrecie powiem, że z Izraela, rozumie pani, tajniak i niech ten kierowca będzie anglojęzyczny. Pani się boi. Pani rozumie, że z mosadem nie ma żartów, a Karaol nie chce jeszcze wychodzić. To dzwonię, proszę pani, oni chcą tu zostać jeszcze, rozumie pani. Kierowca jej mówi, że jest ciekawy oficera wywiadu, więc sobie postoi. I tak czeka chyba ze trzydzieści minut. Karol ma maślane oczy. Więc to już.
Telefon Oglo dzwoni i dzwoni. Wiem co to za głos tam po drugiej stronie. I ona znika. To oczywiste. Po prostu pstryk i rozwiewa się, zostawiając rękawiczki za 150 złotych. Dupa. Bo przecież nie mam już ani grosza. Jeszcze nie rosną w moim pokoju grosiki i złotóweczki. Ale wtedy słyszę głos z nieba, bracie, ja muszę jechać z tym o to młodym mężczyzną z którym będę miał następną trójkę dzieci, ale ty pij i jedz na mój koszt, masz tu sto talentów w złocie i je kurwa przepij. I Izzak, wsiada do taksówki z Karolem, bo wezwał go Adonaj na prokreacyjne pole. A obok mnie Marek, którego przyjaciel poszedł w długą, zabierając mu dziewczynę. I Marek przeciera okulary, drobnymi sześćdziesięcioletnimi łapkami i pyta mnie gdzie jest czystość, gdzie uczciwość? Bo przecież ona tak pięknie się rżnęła. Czy on pomyślał, że ja leżąc w wannie i waląc konia wyję myśląc o niej? Niby przyjaciel a kradnie mi dziewczynę. Ale marek mówi coraz słabiej. Grajcary płyną do baru a wracają kufle piwa.
I kiedy Marek zasypia na stole, ja widzę śliczna dłoń, która gasi peta w naszej popielniczce. A widzę też zarys uda. I jak się wysilę, myślę sobie to może i twarz ujrzę. Ale dłoń tak piękna jest, że najpierw ja chcę wchłonąć i smutno mi, bo wiem, że się nic nie powiedzie. Co najwyżej, mogę sobie pomyśleć, co jest za ta dłonią, co za horyzontem zdarzeń. I wtedy dłoń mnie ujmuje pod ramie i pojawia się długa i na plecach czuję tors. I całkiem znajomy głos, chociaż nie mogę sobie przypomnieć czyj mówi mi, chodź misiu, chodź do domu, zaniosę cię.
Cięcie.

Cieszę się,że częściej wklejasz nowe wpisy. A tak na marginesie, piszę to po lekturze “Śmierci w darkroomie”, poznańskie knajpy powinny dać Ci solidne zniżki za reklamę.Mówię serio. Dragona zwiedziłem tylko z tego powodu.
Pozdrawiam
albo wszystko za darmo. właśnie odkryłem, że we włoskim jest nowy zwrot ” a ufo” co znaczy gratis. Czyli samego i wszystkiego “a ufo”.
zgadzam się z przedmówcami:))) i za krzewienie kultury żydowskiej:)
i w ogole za wszystko!
czyli powinieneś pójść na ołtarze:D
ja to pojsc? jest na nim, od dawna. moze tylko zejsc-:)